Ojczym… kim naprawdę jest?

Czy ojczym może być prawdziwym ojcem?
Po rozpadzie nieudanego związku i okresie swoistej żałoby z powodu straty partnera, a dla dziecka utraty ojca czy matki, następuje okres poszukiwania swojego nowego miejsca w życiu. Pojawienie się nowego partnera, przyszłego ojczyma naszych dzieci budzi wiele emocji. Ten człowiek jest szansą na lepszy, bardziej dojrzały związek, ale jest też zagrożeniem dla relacji matka – dziecko. Wiele kobiet boi się, czy nowy partner zda egzamin jako przybrany rodzic. Co prawda literatura rzadko podejmuje temat złego ojczyma, raczej możemy poczytać o złej macosze, jednak nie jest to wystarczający powód do samouspokojenia. Włączają się stereotypy. „Mężczyźni rzadko zajmują się własnymi dziećmi, a co dopiero cudzymi”, „Faceci są egoistami, lubią być zabawiani i obsługiwani”, „Czy ego męskie mojego syna nie ucierpi, kiedy w domu pojawi się dorosły facet”, „Czy nie skrzywdzę mojego dziecka narzucając mu przybranego ojca”. Z takimi i innymi negatywnymi myślami biją się samotne matki. Z kolei zakochany, czy tylko zainteresowany kobietą mężczyzna w okresie przed podjęciem decyzji o prawdziwym związku stara się sprostać wyzwaniu. Poświęca wiele uwagi synowi swojej ukochanej. Stwarza to sztuczną sytuację nieustającego pikniku z przyszłym ojczymem w roli głównej. Starając się zaprzyjaźnić przyszły przybrany tatuś dostarcza atrakcji w postaci małych prezencików, dawania uwagi czy wspólnych wyjść choćby do MacDonalda, na lodowisko czy na kręgle. Zwykła gra w kółko i krzyżyk urasta do rangi superprezentu, bo to ten  człowiek, a nie własny, biologiczny ojciec poświęca swój czas i dostarcza rozrywek. Również mama patrząc z boku nabiera przekonania, że jej wybranek będzie dobrym ojcem dla jej dziecka. Nie ma w nim tej przewrotności i egoizmu „złego ojczyma„. Wszyscy zainteresowani, tj. matka – przyszła żona, jej dziecko i ten obcy facet, przyszły mąż i ojczym, wchodzą w nowy etap wypełnieni nadzieją na stworzenie wielkiej, zaprzyjaźnionej ze sobą, szczęśliwej rodziny.

Niestety nie można budować rodziny na takich nierealistycznych wyobrażeniach. Życie codzienne to nie jest życie w bajce. Nie jest to nieustająca miłość romantyczna i cudowna zabawa. Podstawą dobrych relacji jest miłość ale i dyscyplina oraz przyjaźń rozumiana jako wzajemne zrozumienie i wytrwanie w stresie i kłopotach.

W złej chwili, gdy trzeba stanąć w obronie wartości, gdy trzeba postawić granice lub zdyscyplinować, ojczym może usłyszeć: „Nie masz prawa, nie jesteś moim ojcem”. Taki zgrzyt nastąpi prędzej czy później. Raniące słowa dzieci to nie tylko bunt przed obowiązkami i ingerencją dorosłych w ich życie. Raniące słowa to też sprawdzian dla „nowego ojca”, dla ojczyma czy rzeczywiście chce być ojcem w zabawie, w radości, ale czy też można na niego liczyć w kłopotach, w stresie, w trudnej sytuacji. Jest to również test dla matki, czy rzeczywiście nadal kocha swoje dziecko, czy można na nią liczyć.